Skąd wzięło się przekonanie, że wszystko jest w porządku?
Przez pierwsze 2 lata freelancingu patrzyłam tylko na przychód. Jeśli na koncie było więcej niż miesiąc wcześniej, uznawałam, że idzie dobrze. To był błąd poznawczy, nie brak wiedzy.
W 2023 roku przyjęłam 3 projekty po 2 400 zł każdy. Łącznie 7 200 zł brutto za kwartał. Brzmi nieźle, dopóki nie policzyłam czasu: każdy projekt zajął średnio 34 godziny, co dawało stawkę godzinową poniżej 24 zł.
Gdzie uciekały pieniądze?
Koszty subskrypcji narzędzi: 380 zł miesięcznie. Czas na komunikację z klientami, który nie był wliczany w wycenę: średnio 6 godzin na projekt. Korekty poza zakresem umowy, na które się zgadzałam bez renegocjacji stawki.
Żaden z tych elementów nie był widoczny, bo nie prowadziłam żadnego rejestru. Wiedziałam, ile dostałam, ale nie wiedziałam, ile to naprawdę kosztowało.
Co zmieniła jedna tabela
Po tym kwartale zaczęłam logować każdą godzinę pracy per projekt w Toggl Track i zestawiać ją z kosztami stałymi proporcjonalnie rozłożonymi na miesiąc. To zajmuje mi teraz około 20 minut tygodniowo.
Okazało się, że 2 z 5 moich stałych klientów generowały łącznie 71% przychodów przy 38% mojego czasu. Bez danych nigdy bym tego nie zobaczyła.
Nie zrezygnowałam od razu z pozostałych klientów, ale podniosłam im stawki o 35% przy kolejnym zleceniu. Jeden odszedł, dwóch zostało. Wynik finansowy poprawił się bez zwiększania liczby projektów.